480 Powodów Do Szczęścia, Wałbrzych. 598 likes · 2 talking about this. Strona na której przedstawiam moje zmagania i przygody z Volvo jak i innymi samochodami. Bo przecież naszym szczęściem jest Podobno Duńczycy znaleźli sedno prawdziwego szczęścia. Tak popularne hygge – poczucie wewnętrznego szczęścia sprawiło, że wielu z nas ruszyło na jego poszukiwania w swoim życiu. Czym zatem jest szczęście? Według słownika PWN to powodzenie w jakichś przedsięwzięciach, sytuacjach życiowych itp., po drugie uczucie zadowolenia, radości, po trzecie zbieg pomyślnych okoliczności. Szczęście dla każdego z nas będzie miało inny wymiar. Dla niektórych będzie to odnalezienie sensu swojego życia, dla innych pogodzenie się ze sobą np. ze swoją wagą. Dla mnie szczęście to suma czasu, pracy, miłości oddania bliskich mi osób. Gdyby nie oni, nie byłoby mnie tu i teraz, dlatego pragnę się z wami podzielić bardzo osobistą listą, a dokładnie 35 powodami, dlaczego czuję się szczęśliwa. Miałam szczęście, że urodziłam się w rodzinie, która mnie kochała i wyczekiwała. Do tego urodziłam się w wolnym kraju, choć trwał w nim stan wojenny. Rodzice i dziadkowie poświęcali mi swój czas, z nimi nauczyłam się siadać, chodzić, a raczkowanie mnie zupełnie nie interesowało. Dziś dziękuję im za ich cierpliwość. Zachęcali mnie do mówienia, wspierali w nauce samodzielnego jedzenia Pozwalali mi nawiązywać kontakty z innymi, nie trzymali mnie pod kloszem Obdarzali mnie zaufaniem w moich wędrówkach po ogrodzie i byli przy mnie, gdy poznawałam świat. Pierwsze przyjaźnie i wspinaczki na drzewa. Po bolesnych upadkach wiedziałam, że mogę liczyć na to, że moi rodzice mnie mocno przytulą. Przekroczyłam próg przedszkola, trafiłam na dobre opiekunki, choć niestety moja najlepsza przyjaciółka poszła do drugiej grupy. Ważne wydarzenie w życiu każdego dziecka. Pierwsze dni w szkole, nowi koledzy, nowe koleżanki, każdy dzień pełen wyzwań i nauki samodzielności. Pierwsza samodzielnie przeczytana lektura „Na Jagody” – choć wcześniej dostałam pierwszą dwóję – bo nie przeczytałam książki na czas :p Razem z kuzynkami dołączyłam do dziecięco-młodzieżowego chóru, z którym spędziłam wiele, wiele lat i przełamałam pierwszą tremę, gdy śpiewałam solo. Nauczyłam się jeździć na rowerze – do dziś pamiętam białego Reksia. Już nie byłam maluchem – od czwartej klasy należało się do starszaków. Wtedy też pierwszy raz się zakochałam w Harrisonie Fordzie, jako Indianie Jonsie, czy Hanie Solo. Pierwszy wyjazd za granicę bez rodziców, na występy z chórem – co to były za czasy…. Pokochałam nocne obserwacje nieba. Chciałam zostać astronautą i polecieć tam wysoko do gwiazd, wzięłam nawet udział w olimpiadzie z fizyki. Wielkim duchowym wydarzeniem w moim życiu była konfirmacja, wyznanie wiary w Boga. Pierwsze egzaminy do szkoły średniej – dostałam się do wybranego liceum! Duże piętno wywarła na mnie śmierć samobójcza koleżanki z ławki – wtedy zrozumiałam, jak ważne jest słuchanie drugiej osoby. Wybór przedmiotów do matury – pisemna z matmy, a ustna z geografii. Urodziny – nareszcie jestem pełnoletnia, choć jeszcze był ze mnie podlotek. Matura, egzaminy na studia, pierwsze porażki i sukcesy. Niestety nie dostałam się na archeologię, za to życie związałam z pedagogiką. Może to i dobrze, nie muszę przynajmniej grzebać w ziemi. Pierwszy rok studiów i poznanie przyszłego męża… Pierwsza samodzielna praca, do tego dzienne studia. Może dlatego dziś dobrze radzę sobie z domowym budżetem. Praca licencjacka i pytania co dalej, kim chcę zostać. Podjęłam się dwóch różnych studiów, kolejnych licencjackich i uzupełniających magisterskich. Wyjechałam na rok z kraju, na wolontariat do Anglii. To był rok dla mnie, tylko dla mnie. Polecam każdemu z ręką na sercu. Po powrocie wpadłam w wir pierwszej pracy w zawodzie, nie było łatwo… No i przyszedł czas na ślub, scementowanie związku, który trwał już blisko 7 lat. Po roku mieszkania w zatłoczonej kawalerce podjęliśmy ważną decyzję na najbliższe 20 lat – kredyt, na szczęście nie we frankach i zakup mieszkania. To była chyba jedna z najlepszych decyzji. Oczekiwanie i narodziny pierworodnego syna, wiele przelanych łez, kropli mleka, łez szczęścia. Cudowne uczucie, nie zamienię na żadne miliony. Powrót do pracy i rozłąka z dzieckiem, trudne chwile dla całej naszej trójki. Pierwsze słowo „kocham cię mama” – do dziś na samą myśl uginają się moje kolana. Przedszkole i radość z oczekiwania na drugą fasolkę. I pojawiła się nasza mała księżniczka, która ponownie wywróciła nasz świat, odbierając nam przespane noce. Tempo życia – świat przyspieszył przy dwójce, ale warto znaleźć czas by cieszyć się chwilą. Świadomość, że są osoby, które cię kochają bezgranicznie i które ufają, które polegają na tobie. Dziś mam świadomość środka życia, co jest dla mnie ważne, a co mniej istotne… Nie posiadam całej mądrości świata, czy też patentu na szczęście. Po prostu wiem, że na moje szczęście, składają się nie tylko moje decyzje, ale także czas, miłość, działania ludzi wokół mnie, moich rodziców i dziadków. Moje szczęście to mój mąż i dzieci, którzy zmienili moje postrzegania świata, z którymi razem tworzymy całość. W dniu takim, jak dziś, te 35 lat, które minęły utwierdzają mnie w przekonaniu, że warto cieszyć się każdą chwilą i dzielić się nią z najbliższymi. Fajny artykuł? Możesz nas pochwalić lub podzielić się nim z innymi :) Czytaj kolejny artykuł: Dziecko nie chce jeździć w gondoli? Ja znalazłam tylko jedno rozwiązanie Nie dziwcie się temu, nie wszystkie niemowlaki są miłośnikami podróżowania w wózkach. Mój najmłodszy syn też nie był, do czasu. Ale o tym za chwilę. Jeśli jesteś mamą malucha, który na widok wózka dostaje wręcz alergii, chyba dobrze wiesz, o czym mowa. Przez 4 miesiące, kiedy miałam wyjść z dzieckiem na dwór, oblewał mnie zimny pot. Bo co to za przyjemność ubierać dzieciaka (w moim przypadku dyrygować dwójką starszych i ubierać niemowlę) dobry kwadrans, gdy sama już gotowałam się w zimowej kurtce i wracać do domu po kolejnym przysłowiowym kwadransie. Spacery były tragiczne i szczerze cieszyłam się, gdy psuła się pogoda. Nie musiałam taszczyć się z wózkiem, słuchać wrzasków najmłodszego i jęczenia starszych, że mały wrzeszczy. Nikt się za mną nie oglądał i nie komentował (raz się zdarzyło pełne oskarżenia – “ale to dziecko płacze”). Na dworze dostawałam białej gorączki, bo nic sensownego nie mogłam zrobić. Ani bujanie nie pomagało, ani smoczek, przytulanka czy choćby miś-szumiś. Nic, zero! Na palcach ręki mogę policzyć spacery w ciszy, może ze trzy były. Zmieniałam kombinezony, ubranka, materacyk w wózku, ustawienie dna wózka, byle tylko nie było płaczu. Nie mogłam dojść o co chodzi, począwszy od stanu pieluszki, skończywszy na ewentualnej chorobie lokomocyjnej. Jedyna poprawa była widoczna, gdy opuszczałam małemu budkę, by widział niebo, jednak zimą i wczesną wiosną jazda w wietrzne dni bez budki nie była najlepszym pomysłem. Gdy mały skończył 4 miesiące, stwierdziłam, że dość tego, wyciągam spacerówkę. A mam w moim concordzie wygodną, kubełkową, gdzie mały stabilnie ani to siedzi, ani leży, nazwijmy to, zajmuje pozycje pół na pół ;). No i bingo, teraz spaceruję długie godziny, bo mały jak zaczarowany ogląda świat. Cisza, spokój, czysta przyjemność. Wcześniej jeździłam z dziećmi w stronę lasu, żeby nie zwracać na siebie uwagi wrzaskami najmłodszego, teraz obieram kierunek do miasta i chodzę z synami na lody. Nikt nie patrzy oskarżycielsko, nikt nie daje dobrych rad. Niebo a ziemia! Wydaje mi się, że może po prostu mały się nudził, patrząc jedynie w budkę, bo jakoś na spacerach niespecjalnie sypiał. Albo nie lubił jeździć na płasko. A teraz najpierw zajmie się zabawką – gryzakiem, ogląda okolicę i po jakimś czasie po prostu zasypia. Po zaliczeniu spacerku po prostu siadam pod blokiem i czekam aż prezes sam się obudzi. Jest pięknie, więc i was pocieszę, jeśli też macie ten sam problem. W naszym przypadku pomogła dopiero przesiadka do spacerówki, nie traćcie więc nadziei, że i wasze dzieciaki w końcu przekonają się do bliższych i dalszych podróży w wózku. Fot. Archiwum prywatne Ż. Kańczucka Fajny artykuł? Możesz nas pochwalić lub podzielić się nim z innymi :) Czytaj kolejny artykuł: Placki owsiane – propozycja na smaczny i pożywny posiłek Placki owsiane to idealna propozycja na pożywne śniadanie, podwieczorek lub kolację. Proste, smaczne i zdrowe. Ich przygotowanie nie zajmuje wiele czasu i wymaga tylko kilku składników. A największą ich zaletą jest to, że smakują nawet mojemu małemu niejadkowi. Przedstawię je Wam dzisiaj w trzech od9słonach – każda jest prosta i pyszna, a na dodatek można je dowolnie modyfikować, dopasowując je do swoich (lub dziecięcych) kubków smakowych ;-) Znakomicie smakują gdy są jeszcze ciepłe, ale zimne – dla dzieci, które nie mają czasu zasiąść do stołu – też są dobre! Placki owsiane – przepis 1 Składniki: 1 szklanka mąki razowej lub pełnoziarnistej (ewentualnie pszennej) 1 szklanka płatków owsianych 1 łyżeczka proszku do pieczenia 1 łyżeczka sody oczyszczonej 2 jajka 2 łyżki cukru 1 duży jogurt naturalny (lub więcej) opcjonalnie kilka łyżek kefiru (żeby nieco rozrzedzić bardzo gęste ciasto) Sposób przygotowania: 1. W misce roztrzepuję jajka. 2. Wsypuję wszystkie suche produkty (mąkę, płatki owsiane, proszek do pieczenia, sodę, cukier), dodaję jogurt, kefir i dokładnie mieszam całość. 3. Na patelni podgrzewam olej i gdy jest już dobrze rozgrzany, łyżką nakładam ciasto, formując placki. Smażę je z obu stron na złoty kolor. Placki można podawać w dowolnej formie, wedle uznania – z ulubionymi owocami, oprószone cukrem pudrem, polane miodem lub syropem klonowym, z odrobiną jogurtu naturalnego bądź śmietany… Co kto lubi ;-) Jabłkowe placki owsiane – przepis 2 Składniki: 2 jabłka 2 jajka 1 szklanka płatków owsianych 4 łyżki mąki pełnoziarnistej 1 łyżeczka proszku do pieczenia 1 łyżeczka cynamonu garść orzechów włoskich Sposób przygotowania: 1. Jabłka obieram ze skóry i kroję na mniejsze kawałki. 2. Wszystkie składniki wrzucam do kielicha blendera i miksuję na gładką, jednolitą masę. Jeśli lubicie smak chrupiących orzechów, nie wrzucajcie ich do blendera, lecz posiekajcie nożem i dosypcie do gotowego ciasta. 3. Na patelni rozgrzewam olej, gdy jest już dobrze podgrzany, łyżką nakładam ciasto, formując placki. Smażę z obu stron na złoty kolor. Placki można oprószyć cukrem pudrem i cynamonem, polać miodem lub podawać z plasterkami jabłka bądź ulubionym musem owocowym. Bananowe placki owsiane – przepis 3 Składniki: 2 banany 2 jajka 1 szklanka płatków owsianych 1 łyżeczka cynamonu Sposób przygotowania: 1. Banany obieram ze skóry i kroję na mniejsze kawałki. 2. Wszystkie składniki wrzucam do blendera i miksuję na gładką masę. 3. Na patelni rozgrzewam olej i gdy jest dobrze rozgrzany, łyżką nakładam ciasto, formując placki. Smażę z obu stron na złoty kolor. Placki można podawać posypane cukrem pudrem i cynamonem, polane miodem, z dodatkiem pokrojonego banana. Fajny artykuł? Możesz nas pochwalić lub podzielić się nim z innymi :) Powodów do szczęścia jest tyle co gwiazd na niebie, a towarzyszą im okazje takie jak ślub czy wesele. Naszym PoWOODem, a zarazem dumą jest tworzenie dekoracji, które będą Wam towarzyszyły w tym Tłumaczenia w kontekście hasła "tysiąc powodów do szczęścia" z polskiego na angielski od Reverso Context: Ślub na Santorini - tysiąc powodów do szczęścia w Grecji Nasze słoiki szczęścia to takie codzienne hygge . 365 powodów - prezenty inne, niż wszystkie. is feeling happy. is feeling happy. · O szczęściu. Władysław Tatarkiewicz Wydawnictwo: Wydawnictwo Naukowe PWN Seria: Wielcy Filozofowie filozofia, etyka. 576 str. 9 godz. 36 min. Szczegóły. Inne wydania. Kup książkę. O SZCZĘŚCIU to nie tylko monografia pojęcia, ale raczej wielka, jak ją sam Profesor nazywa, summa de beatitudine, zbierająca najważniejsze myśli EoAaFsa.
  • wpfl9njfpz.pages.dev/296
  • wpfl9njfpz.pages.dev/235
  • wpfl9njfpz.pages.dev/179
  • wpfl9njfpz.pages.dev/153
  • wpfl9njfpz.pages.dev/346
  • wpfl9njfpz.pages.dev/275
  • wpfl9njfpz.pages.dev/268
  • wpfl9njfpz.pages.dev/86
  • wpfl9njfpz.pages.dev/148
  • 365 powodów do szczęścia